Dlaczego diabły na Kaszubach suszą pieniądze?

 

Smętek z okładki książki Jerzego Sampa

 

     Kaszubi posiadają swoje wierzenia i folklor, w których spotkać można lokalne diabły. Diabeł oryginalnie rozumiany był jako zły duch. Obok słowa „dióbeł” i „diócheł” używa się też innych określeń: ten zły, czórt, bićs, kaduk, piekielnik, smolók, paskudnik. Z diabłami związane są liczne przysłowia, z których wynika, że są one odpowiedzialne za wiry powietrzne (mówi się wtedy, że „diabeł się żeni”) i błędne ogniki („diabeł z latarnią chodzi”). Najbardziej znane kaszubskie diabły to Smętek i Purtk. Smętka zazwyczaj opisuje się jako smutnego, zamyślonego, wręcz ospałego, zgodnie ze swoim imieniem wałęsającego się po kaszubskich drogach, często też złośliwego, choć jego cechy charakterystyczne różnią się zależnie od źródła. Purtka z kolei rozpoznać można było po nieprzyjemnym zapachu, co nie dziwi, bo jego imię wywodzi się od „purtać”, czyli oddawać wiatry. Stąd też inne jego miana: Gnojarz i Srela.

 

       Człowiek nie był wobec diabłów bezsilny i jeśli był sprytny (a tej cechy Kaszubom raczej nie brakowało), to mógł wyprowadzić je w pole. Czasem, by tego dokonać, trzeba odgadnąć imię diabła, innym razem zrobić z nim dobry interes, na który ten przystanie, bo nie zna się na ludzkiej gospodarce. Można też przechytrzyć go, odbierając mu pieniądze, które suszy. Pieniądze te nie należały jednak do samego diabła, zazwyczaj były mu powierzone przez chytrych gospodarzy. Ukrywano je w ziemi - ludzie często zakopywali złoto pod progiem albo w lesie, by nikt nie dobrał się do ich bogactwa. Na terenie całego Pomorza występuje wiele podań ludowych o ukrytych skarbach. Diabeł zapala co jakiś czas ogień, by pieniądze nie pordzewiały lub nie zaśniedziały. Według podań kociewskich, robi to raz na siedem lat, w wigilię św. Jana. Ogień jednocześnie suszy i czyści, gdyż posiada moc oczyszczającą, dlatego otaczany był czcią, zresztą nie tylko na Kaszubach[1]. Takie wysuszone pieniądze Kaszubi nazywają smekocze.

 

      Z kaszubska diabła tego zwą skarbówc, mamón[2] lub skamżoch (skomroch). W jednym z kaszubskich przysłów przypisuje się tą funkcję również Smętkowi: "To gwësno Smãtk dëtczi sëszy" [3]. Skamżoch jest wielooki, a każde jego ślepie to błędny ognik, za pomocą którego może odciągnąć ludzi szukających skarbu i wyprowadzić na bagno, a tym samym na zgubę, o czym przestrzega nas przysłowie: "czart pokaże złoto, a wciągnie w błoto". Śmiałków jednak nie brakowało, gdyż istnieją sposoby, by podkraść diabłu pieniądze. Gdy tylko ujrzy się ogień, należy zachować milczenie i śmiało iść przed siebie, następnie rozgarnąć ognisko lub kopczyk kamieni znakiem krzyża, by ogień zgasł. Wtedy pieniądze pojawiają się przed naszymi oczami i już należą do nas. Inną metodą jest rzucenie korka (był to but z drewnianą podeszwą i skórzanym wierzchem) z lewej nogi w ogień, dzięki temu diabeł przyniesie nam pieniądze i but do domu. Z kolei na Helu rybacy oddawali but z prawej nogi licząc na to, że następnego dnia znajdą w nim złoto.

 

      Diabeł oczywiście nie strzeże skarbu bezinteresownie, tylko w zamian za duszę człowieka. Według Bernarda Sychty, badacza kaszubskiego folkloru, sytuacja ta była bardzo kłopotliwa: "Trudno dostać się do takich pieniędzy, które zmarły zakopał i oddał diabłu w opiekę pod warunkiem, że niczyja inna ręka, jak tylko jego własna może je wydobyć z ukrycia. Pół biedy, jeśli rodzina w danym wypadku wie, gdzie zmarły zakopał pieniądze. Radzi ona sobie wówczas w ten sposób, że bierze nie pochowanego jeszcze nieboszczyka i przy pomocy jego ręki wyjmuje skarb. Szczęśliwy także zmarły, któremu tym sposobem skrócono pokutę.” (Bernard Sychta, 1970, tom 4, s. 253).

 

      Człowieka, który zapisał swoją duszę diabłu, nazywano farmazonem bądź jurkiem. Umowę z diabłem można było zawrzeć za pośrednikiem czarnoksiężnika albo tradycyjnie, za pomocą dekretu podpisanego własną krwią. Zainteresowany mógł w zamian otrzymywać od diabła aż do końca życia pieniądze, zboże lub inne dobra, w zależności od zawartości beczki, jaką wybrał w ciemno. Uzyskiwał także specjalne zdolności, np. widział i wiedział wszystko, zwłaszcza gdy go okradali złodzieje, gdyż miał dar przebywania w dwóch miejscach na raz. Mógł pojawić się wtedy przed złodziejem i w milczeniu mu się przyglądać, co miało odstraszyć śmiałka od jego czynu. Nigdy też nie doznawał biedy, gdyż wystarczyło, że sięgnął do kieszeni i już miał pieniądze, a wszystkie, jakie wydał, wracały do niego. Był jeden warunek takiej umowy: co roku musiał postawić nowy budynek, stąd mówi się "buduje jak farmazon" na osobę, która ciągle coś wznosi lub dobudowuje. Jurk o północy objeżdżał swoje dobra w wozie ciągniętym przez cztery czarne konie, z których pysków buchał ogień. Po upływie umowy diabeł przychodził po niego, by zabrać go z ciałem i duszą do piekła, co często kończyło się walką. Jeśli zaś farmazon umarł zanim diabeł go porwał, to ludzie z okolicy nie chowali go na cmentarzu, tylko jego trumnę przywiązywali do wozu zaprzężonego w cztery czarne byki, którymi nikt nie powoził. Puszczano je w las, gdzie przepadały razem z trumną bez wieści. Za jurków uważano wolnomularzy, ale też niemieckich właścicieli wielkich majątków, szczególnie z Pomorza Zachodniego. Wsie kociewskie takie jak Wielkie Walichnowy, Majewo i Kościelna Jania uchodziły za wsie farmazonów.

 

      Na zakończenie należy wspomnieć, że prawdopodobnie nie tylko na Kaszubach diabeł suszył pieniądze. Według jednej z legend z powiatu limanowskiego, w Niedzielę Palmową, w tym samym czasie, gdy ludzie chodzili w procesji na Łysą Górę, diabeł siedział na szczycie, zajmując się przesypywaniem i suszeniem złotych talarów.[4]

 

 

 

bibliografia:

- Bernard Sychta, Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej, t.1-7, wyd. Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1967–76.

- Jerzy Treder, Ze słownika Sychty: Czary, diabły i złe moce, [w:] Pomerania, nr 4 (99), wyd. Zrzeszenie kaszubsko-pomorskie, Gdańsk 1980.

- Jerzy Treder, Frazeologia kaszubska a wierzenia i zwyczaje (na tle porównawczym), Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie, 1989.

 

 

 

Kaszubskie diabły można odnaleźć też w licznych kreacjach literackich bądź opowiadaniach, opartych na podaniach ludowych:

- Józef Ceynowa „Dobro zwycięża. Legendy z Kaszub i Pomorza”

- Augustyn Necel „W niewoli białych purtków: podania i gawędy z Wybrzeża”

- Aleksander Majkowski „Życie i przygody Remusa”

- Hieronim Derdowski "O Panu Czorlińskim co do Pucka po serce jechał"

- Stefan Żeromski "Wiatr od morza"

- Melchior Wańkowicz „Na tropach Smętka”

 

[1] Pozostałością kultu ognia są zwyczaje związane z Sobótkami i Nocą Świętojańską, np. ognisko świętojańskie miało na celu unieszkodliwić zło.

[2] Mamon to również imię bożka bogactwa starożytnych Syryjczyków, zaś Mammon to z kolei aramejski bóg bogactwa i zysku. Z tego wniosek, że nie tylko Kaszubi posiadali istotę nadnaturalną o podobnym imieniu i odpowiadającą za skarby.

[3] W tłum. „To oczywiście Smętek pieniądze suszy”.

[4] Źródło: http://www.miasto.limanowa.pl/pl/4906/11557/zyczenia-z-okazji-zblizajacych-sie-swiat-wielkanocnych.html